środa, 13 listopada 2013

The one that got away.

Chwyciłem swój stary album ze zdjęciami, przeczytałem chyba wszystkie stare notki, a teraz zastanawiam się gdzie są te czasy, a przede wszystkim ludzie, którzy deklarowali się nigdy mnie nie opuszczać i być do ostatnich dni. Może już dawno o mnie zapomnieliście, może byłem dla niektórych tylko chwilą, ale każdy z Was zawsze w pewnym stopniu pozostanie w mojej pamięci. Pomimo blizn na sercu muszę iść dalej i nie oglądać się za siebie, choć wspomnienia nieustannie powracają. Widzisz mój uśmiech, a nie jesteś w stanie dostrzec skrytego głęboko bólu i krwistych łez duszy. Brakuje Ci odwagi by spojrzeć mi znowu w oczy i wyznać, że Tobie też nie jest dobrze, że cierpisz nie już jak każdy inny człowiek, lecz jak ktoś kto stracił wszystko co miał. Zostałeś sam i nie potrafisz uporać się z towarzyszącym Ci tylko bólem. Lejesz łzy. Przez gęstą mgłę wspomnień już nie wyłania się światło nadziei. Pragniesz już tylko się poddać, lecz nawet do tego brak Ci odwagi, stwarzasz więc niepotrzebną maskę radości i brniesz przez życię z szerokim, sztucznym uśmiechem.



3 komentarze:

  1. Sprawiasz, że kiedy to czytam, na moim ciele pojawiają się ciarki. To dobrze :3
    Piszesz od serca co jest ogromnym plusem c:

    OdpowiedzUsuń