sobota, 16 listopada 2013

I wish I was dead, dead like You.

Piszę tę obiecaną notkę, chociaż goni mnie już czas, a woła do siebie ciepłe łóżko i dobry film. Uwielbiam takie wieczory, ciepły koc, gorąca herbata i prezent urodzinowy, którym jest płyta :) Zakupy udane, co prawda nabyłem tylko sweter, ale jestem zadowolony. Teraz tylko czeka mnie polowanie, a przede wszyskim odkładanie pieniędzy na świetne buty, które wpadły mi dzisiaj w oko. Mam tylko nadzieję, że do czasu kiedy już zdobędę całą kwotę, jeszcze te buty będą w sprzedaży. Nie wiem jak Wy, ale ja od dobrego tygodnia odliczam do świąt, chce już czuć to w powietrzu, zapach świeżych mandarynek, zapachowych świeczek, no po prostu nie mogę się doczekać. Kiedyś jednak święta cieszyły mnie bardziej, odnoszę wrażenie, że nawet trwały troszkę dłużej. Nie będę się tutaj jednak za bardzo rozpisywał na ten temat, jeszcze przyjdzie pewnie na to czas. Będę już kończył, bo za chwilę zacznie się film na który czekam dobrą godzinę, do jutra i miłego wieczoru wszystkim :)




I hear the birds on the summer breeze

You make me crazy, you make me wild.

Co by tutaj dużo mówić, mamy sobotę, dla niektórych pewnie bardzo upragnioną, dla tych, którzy siedzą w domu w chorobie - nic specjalnego. Ja na całe szczęście zdążyłem wyjść z łóżka i z antybiotyku, dlatego dzisiaj czekają mnie zakupy. Jakąś godzinę temu wróciłem ze spaceru z Olą, a teraz tradycyjnie zapadam w trans słuchając królowej. Napiszę coś dłuższego jak wrócę do domu, nie mam teraz niestety czasu, także, że tak to ujmę "do później". Wstawiam Wam zdjęcie Lanki, bo tymczasowo jestem bez zdjęć, wszystko nadrobię w następnym tygodniu :)




And I remember when I met him, it was so clear that he was the only one for me.

piątek, 15 listopada 2013

This is heaven, what i truly want.

Jakby tutaj zacząć, jest normalnie, może nawet za spokojnie, mam wrażenie jakby wszystko się zatrzymało, a tylko ja żył własnym życiem. W głośnikach już dobrą godzinę słychać "Bel Air", siedzę w transie na łóżku pisząc dla Was te wypociny. Wstałem można powiedzieć dość wcześnie bo około 9:00, nie miałem najmniejszej ochoty wziąć się z nic pożytecznego, więc od razu usiadłem do komputera, obejrzałem koncert Lany, przejrzałem wszystkie portale społecznościowe i w końcu wziąłem się za ogarnięcie domu, trochę mi to zajęło, dobrą godzinę sprzątałem swoje królestwo, a i tak rewelacji nie ma. Zgłodniałem już od tej ciężkiej pracy, a w dodatku mam ochotę na jakiś dobry film. Wczoraj postanowiłem w końcu obejrzeć "Nieproszeni goście", film naprawdę świetny lecz wymaga dużo myślenia. Polecam wszystkim, którym doskwiera nuda poświęcić te połtorej godziny, przysiąść i zagłębić w ten film. Na koniec chciałem jeszcze tylko podziękować tym, którzy dodają komentarze pod każdy mój wpis, jest do dla mnie motywacją do dalszej pracy na blogu, mam nadzieję, że nie przestaniecie czytać tych bzdur, które tutaj wypisuje, dziękuję, że jesteście :)



Bel Air



PODOBA CI SIĘ BLOG? ZAOBSERWUJ :)
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA.

I would take the pain away.

To prawie niemożliwe, minęło tyle czasu, wylałem tyle krwistych łez, a jednak ból, który ot tak sprawiałeś mi każdego dnia wrócił. Po raz kolejny to czuje, to chore uczucie rozrywającego serca, któremu jednocześnie towarzyszy cierpienie duszy. Nie jestem już w stanie się z tym uporać. Widzisz jak cierpię lecz i to nie ma żadnego znacznia. Nazywasz mnie przeszłością, choć i tak pewnie byłem tylko zabawką w rękach dziecka. Przyglądaj się. Spójrz jak wygląda człowiek pozbawiony sensu życia, człowiek, którego dusza na swój własny sposób umiera. Chwila wolności może sprawić, że niczego winny człowiek stoi nad przepaścią własnego losu roniąc łzy. Każdy dzień był dla mnie inspiracją, a noc odpoczynkiem by już następnego poranka cieszyć się chwilą. Mogłem z uśmiechem na twarzy dostrzegać otaczające mnie piekno, mogłem śmiać się z głupot tak jak robiłem to do niedawna. Teraz już nie wiem co oznacza ciepło, odpoczynek czy chociażby uśmiech. Przepełniłeś moje życie smutkiem, sprawiłeś, że brak już w nim miejsca na innego człowieka, który mógłby dać mi upragnione szczęście. Zostałem sam lecz krew już nie spływa po nadgarstu niczym łzy po sinych policzkach, trzymam się mocno by dawać uśmiech.




If I had just one more day 
I would tell you how much that I've missed you 
Since you've been away 
Ooh, it's dangerous 
It's so out of line 
To try and turn back time 

czwartek, 14 listopada 2013

We'll never be royals.

Cześć kochani, ujmę to w ten sposób: kolejny dzień spędzony w chorobie, w domu. Nie mam już siły tego dłużej ciągnąć, chce już wracać do Bydgoszczy, do znajomych czy przyjaciół. Może trochę mi odwaliło od tych wszystkich lekarstw, ale tak - chce w końcu iść do szkoły, nie mam najmniejszej ochoty latać po godzinach i zaliczać wszystkich zaległych sprawdzianów, a uwierzcie mi na słowo, że trochę tego cholerstwa jest. Próbowałem dzisiaj wprowadzić pewne zmiany na blogu, ale bez pomocy Igora raczej mi to nie wyjdzie. Prawdę mówiąc nie potrafię w ogóle obsługiwać się tym chorym blogger'em. Dlatego nieustannie szukam kogoś, kto jest w stanie i ma chociaż najmniejszą ochotę zrobić dla mnie "emblemat" coś na wzór obecnego, byłbym naprawdę bardzo wdzięczny chętnym osobom. Czuję się dziś taki lekki, jakby wszystkie moje problemy zniknęły, nie wiem czy to dlatego, że cały dzień słuchałem płyty Lany, czy może działa tak na mnie zamknięcie w czterech ścianach pokoju, jednakże to idealne uczucie. Kiedy słucham Lany mam wrażenie, że jestem gdzieś daleko od domu, a otacza mnie jedynie przyroda i jej muzyka. Jestem wtedy skupiony tylko na niej i popadam jakby w trans, z którego za nic innego w świecie nie chcę wychodzić.






We are heavy metal lions
They will never understand
The kind of people you or I am
Bow your heads and take your hands

środa, 13 listopada 2013

The one that got away.

Chwyciłem swój stary album ze zdjęciami, przeczytałem chyba wszystkie stare notki, a teraz zastanawiam się gdzie są te czasy, a przede wszystkim ludzie, którzy deklarowali się nigdy mnie nie opuszczać i być do ostatnich dni. Może już dawno o mnie zapomnieliście, może byłem dla niektórych tylko chwilą, ale każdy z Was zawsze w pewnym stopniu pozostanie w mojej pamięci. Pomimo blizn na sercu muszę iść dalej i nie oglądać się za siebie, choć wspomnienia nieustannie powracają. Widzisz mój uśmiech, a nie jesteś w stanie dostrzec skrytego głęboko bólu i krwistych łez duszy. Brakuje Ci odwagi by spojrzeć mi znowu w oczy i wyznać, że Tobie też nie jest dobrze, że cierpisz nie już jak każdy inny człowiek, lecz jak ktoś kto stracił wszystko co miał. Zostałeś sam i nie potrafisz uporać się z towarzyszącym Ci tylko bólem. Lejesz łzy. Przez gęstą mgłę wspomnień już nie wyłania się światło nadziei. Pragniesz już tylko się poddać, lecz nawet do tego brak Ci odwagi, stwarzasz więc niepotrzebną maskę radości i brniesz przez życię z szerokim, sztucznym uśmiechem.



Nowy początek.

Cześć wszystkim, zaczynam można powiedzieć od nowa prowadzenie bloga, mam nadzieję, że dość regularnie będę dodawał nowe posty, że znajdę odrobinę czasu by coś do Was napisać. Dla tych, którzy mnie jeszcze nie znają, na imię mam Kacper, co można wywnioskować chociażby z adresu strony. Aktualnie nie zajmuję się niczym innym poza nauką, siedzę przy książkach, wychodzę z przyjaciółmi - po prostu spędzam z nimi każdą wolną minutę. W wolnym czasie udaję, że potrafię śpiewać, czy, że mam artystyczną duszę. Co do bloga. Nie zastanawiałem się jeszcze konkretnie o czym będę pisał, ale stawiam, że będzie to raczej forma codzienności. Wygląd strony zmieni się zapewne już w następnym tygodniu, ponieważ na chwilę obecną nie mam żadnych zdjęć, króre mógłbym dodać jako "emblemat". Co skłoniło mnie żeby powrócić do pisania? Myślę, że na pewno ludzie, którzy wchodzili i czytali każdą moją wypoconą notkę na innych portalach. Brakuje mi też trochę możliwości wylania myśli na papier, powiedzmy, że blogspot będzie moim małym pamiętnikiem. Nie wiem jak Wy, ale miałem masakryczną nockę, co chwila się budziłem, raz było mi gorąco, a raz trzęsłem się z zimna. Chcę wracać już do internatu, nie mogę znaleźć żadnego pożytecznego zajęcia, z którego jednocześnie będę czerpał przyjemność. Jedno co dobre, to tylko to, że zaczynam wracać do zdrowia i nie będę musiał siedzieć kolejny tydzień w domu, nie wyobrażam sobie nadrabiania materiału w tej chorej szkole, a w ogóle lekcji w laboratorium. Dobra, będę już kończył, muszę ogarnąć trochę dom, bo ledwo jestem w stanie wskazać położenie biurka w tym syfie. Trzymajcie się ciepło i do następnej notki.



Born To Die